Aktualności
23.10.2018

Grzegorz Turnau wraca do Anglii

"Bedford School" to tytuł nowego albumu Grzegorza Turnaua, który ukaże się 9 listopada. Artysta z Krakowa nagrał piosenki po angielsku. I to pożyczone od swoich idoli z czasów, gdy uczył się w szkole na Wyspach. A do studia i na koncerty zaprosił m.in. olsztyńską grupę Shannon. O czym opowiadał na antenie Radia UWM FM. Spotkał się z nim Piotr Szauer.

John Lennon, Paul McCartney, Billy Joel, Donald Fagen, Sting czy Elton John - utwory m.in. tych anglosaskich artystów wziął na warsztat Grzegorz Turnau. Jak podkreśla - to podróż sentymentalna do początku lat 80-tych poprzedniego stulecia, gdy wraz z ojcem wyjechał do Anglii. "Moja córka Antosia od wielu lat namawiała mnie, aby nagrać piosenki, które oboje lubimy, które ja często śpiewałem i grałem przy okazji imprez towarzyskich a które nie należały do mojego repertuaru. Wyjechałem do Anglii w roku 1980. Wówczas wyjazd do Anglii był trochę podróżą na inną planetę. Mój ojciec - nauczyciel akademicki - miał przyjaciół na zachodzie i ktoś mu po prostu taką posadę nauczyciela licealnego w Bedford załatwił. Było nas trzech braci. Ktoś musiał zostać z mamą w Krakowie a ktoś musiał pojechać. Padło na mnie" - wspomina. "To była końcówka mojej szkoły muzycznej krakowskiej. Poczułem taką wolność od Bacha, Scarlattiego i jeszcze paru innych wybitnych mężów. I zacząłem sobie sam w wolnych chwilach dobierać akordy do piosenek, których słuchałem poza programem szkoły muzycznej. I tak to się zaczęło. W Bedford mogłem zacząć coś od nowa - uświadamianie sobie faktury, budowy utworów muzycznych, tak lekkich jak piosenki."

Na płycie - obok stałych współpracowników (Cezary Konrad, Jacek Królik, Robert Kubiszyn, Robert Majewski oraz Leszek Szczerba) - Grzegorzowi Turnauowi towarzyszy olsztyński zespół Shannon. Kilka piosenek w duecie z nim śpiewa Maria Rumińska. "Z zespołem Shannon spotkałem się przy nagrywaniu muzyki do spektaklu Podróże Gulliwera w Teatrze Polskim w reżyserii Jarosława Kiliana. Zaprzyjaźniliśmy się i poczuliśmy taki dobry, wspólny klimat. A Marysia Rumińska okazała się być idealną dla mnie partnerką wokalną. Tutaj też nastąpiła taka symbioza i tego nigdy nie wolno przegapić, nie wolno lekceważyć w muzycznych przygodach. Jeżeli coś się dobrze rymuje - w sensie formalnym i brzmieniowym - to trzeba to wykorzystać i przyjrzeć się temu. Także ta płyta ma taki lekki kolor folkowy irlandzki. Co myślę, że by się spodobało takim artystom jak Sting czy Paul McCartney."

Z Grzegorzem Turnauem spotkał się Piotr Szauer. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

Artysta nie wyklucza, że będą kolejne takie płyty. "Piosenek było kilkaset. Skreślanie było najbardziej przykrym obowiązkiem. No ale trzeba było poskreślać. I tak płyta jest za długa moim zdaniem. Ma ponad 60 minut. Ale da się wytrzymać! Ja tam niewiele jakichś niespodzianek zawarłem. Tam nie ma wybryków aranżacyjnych, ale jest troszkę takich delikatnych pociągnięć, po mojemu zrobionych rzeczy, które nie występowały w oryginałach. Ale jak się nie spodoba - można wrócić do oryginałów."

Na płycie "Bedford School" znalazł się jeden autorski utwór Grzegorza Turnaua, który jest pewnym kluczem i prowadzeniem do tej sentymentalnej opowieści.

Grzegorz Turnau zapowiada też, że na nowy literacki album "dla dorosłych" będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. W zanadrzu ma bowiem garść utworów napisanych dla dzieci. "Zrobiliśmy już trzeci spektakl dla Teatru Lalka. W każdym jest przynajmniej pięć, sześć, siedem, osiem piosenek. Następna moja płyta na pewno nie będzie dla dorosłych.  Będzie dla dzieci. Mam bardzo dużo piosenek z teatru, które chcę utrwalić. Także dorosłym już dziękujemy! Teraz bedzie dla dzieci" - żartuje artysta.

Przyjaciele - stań się jednym z nich: